sobota, 6 listopada 2010

Znicze i chryzantemy...

...czyli Wszystkich Świętych po holendersku.

Może trochę późno na ten temat, ale stojące na stole w wazonie chryzantemy ciągle mi przypominają o tym święcie. Chryzantemy stoją u nas już dobre 2,5 tygodnia (cholernie wytrzymałe bestie) i nie zamierzają zdechnąć. Skąd te kwiaty? Otóż najwidoczniej w Holandii chryzantemy są idealnym prezentem do podarowania ludziom z rozmaitych okazji (w naszym przypadku okazją było odwiedzenie naszego mieszkania przez znajomą). W Polsce główne skojarzenie z tymi kwiatami to właśnie Wszystkich Świętych. Odkąd pamiętam, chryzantemy stawiało się na grobach i tylko tam. Dlatego też tym większe było moje zdziwienie, kiedy wręczono mi owy "prezent".
Inną rzeczą, która mnie rozbawiła, to użycie w Holandii tego, co dla nas funkcjonuje jako znicz. Holendrzy nie znają zniczy, a świece w kolorowych szklanych świecznikach (zniczach?) można spotkać w pubach, kawiarniach czy restauracjach. Także w domach pali się "znicze" i nie widzi się w tym nic dziwnego.



Na pytanie "dlaczego?" jest bardzo prosta odpowiedź - w Holandii nie ma święta zmarłych. Holendrzy nie mają potrzeby odwiedzania grobów - raz, góra dwa im wystarcza. 1 listopada nie jest zatem dniem wolnym od pracy (zniesiono ten przepis w latach 60tych), a Polacy, którzy chcą na Wszystkich Świętych wyjechać do Polski, muszą sobie wziąć wolne (dzieci mają szansę na jesienne wakacje w tym czasie).
Dla Holendrów obchodzenie święta zmarłych jest jednak tak samo dziwne jak dla nas używanie zniczy jako świeczek czy wręczanie chryzantem jako prezent. Zdystansowani do religii Holendrzy (o czym więcej napiszę w jednym z następnych postów) stąpają zdecydowanie mocniej po ziemi niż sakralizujący różnego rodzaju przedmioty Polacy. Różnice kulturowe istnieją i w niektórych przypadkach są dość głębokie. Dlatego też brak wzajemnego zainteresowania się tymi różnicami oraz próby ich zrozumienia może często prowadzić do śmiesznych lub nieprzyjemnych nieporozumień.

Na koniec dodaję komentarz rodowitego Holendra, który miał okazję być w Polsce na Wszystkich Świętych:
"Tradycja stawiania kolorowych świeczek i kwiatów wyłącznie na grobie oraz interpretowanie użycia tych przedmiotów w inny sposób jako użycie "dziwne" (lub nawet obraźliwe w przypadku "zderzenia" kulturowego) jest jednym z efektów dominacji jednej religii i jej tradycji w państwie polskim.
Żeby przedstawić jak dziwnie wygląda taka sytuacja dla nie-Polaków, chciałbym tutaj przytoczyć hipotetyczny przykład z użyciem wina (zamiast kwiatów i świeczek). Wyobraźcie sobie sytuację, gdy zwykłe picie wina wieczorem byłoby dla Polaków obraźliwe, bo dla nich picie wina byłoby czymś symbolicznym, na przykład ograniczającym się do ceremonii podczas niedzielnej mszy. Kiedy ktoś podarowałby Polakowi butelkę wina jako prezent, byłby to gest bardzo nieodpowiedni..?"

3 komentarze:

  1. Ależ takie same "znicze", jak to określasz i jakie są na zdjęciu widziałem już w paru krakowskich knajpach. Podobne można kupić w wielu sklepach z akcesoriami do domu (Duka, Flo, Almi Decor i parę innych) a nie na przycmentarnych stoiskach:) Przede wszystkim jest różnica pomiędzy typowym zniczem na grób, a tym ozdobnym ustrojstwem na świeczkę mającym na celu zrobić w domu/knajpie odpowiedni nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znicze, o które mi chodzi, wyglądają dokładnie jak nasze znicze na grób. Nie znalazłam odpowiedniego zdjęcia, więc wrzuciłam powyższe.

    OdpowiedzUsuń
  3. I na prawdę ustawiają te znicze po domu? Mają paskudny gust;)

    OdpowiedzUsuń